wtorek, 28 września 2010

Ach to życie.

Życie jest zbyt krótkie na wszystko. Na to żeby je przespać, na to żeby je zmarnować, na to żeby robić co się nam podoba, na to żeby robić tylko to co nam wolno, na to żeby żałować, na to żeby nie uczyć się na błędach. Generalnie jest bardzo krótkie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, człowiek się starzeje, oczywiście nie jest w  stanie sobie przypomnieć co się działo w dniach których nie pamięta, ale życie jest za krótkie aby myśleć o zapomnianych dniach. Ale zawsze można się jakoś utrwalić. Od dawien dawna ludzie znajdowali przeróżne sposoby na pozostanie w pamięci. Jednym się to udało bardziej, innym mniej, jedni mieli więcej sprytu, inni podeszli do sprawy tradycyjnie. Tak więc od zawsze na zawsze ludzie pisali wiersze, książki, komponowali muzykę, później ją nawet nagrywali. Jedni zabijali na potęge, a inni ratowali co i kogo mogli. Jedni kupowali świętość, inni starali się dosięgnąć gwiazd. Ale coś robili. Bo jak nam wszystkim wiadomo czyn jest dobry. Bo tak naprawdę, właściwie czyn to czyn, czy zły czy dobry, to czyn. Bo nikt nie będzie się zastanawiać jakim nakładem cierpienia, ale co zrobiliśmy. A my i tak kiedyś umrzemy.

Mimo to polecam życie w zgodzie z własną naturą.
Niektórym nie jest pisane bycie zapamiętanym. A co do przeznaczenia to napisze o tym kiedyś tam indziej.

poniedziałek, 27 września 2010

Czerwony sezon.

Sezon na zaczerwienione policzki i nos uważam za rozpoczęty. Niestety ale spadki temperaturowe źle wpływają na moją twarz. Pozostaje mi nauczyć się z tym żyć.
Podczas wczorajszego spaceru po dzikich łąkach, na myśl nasuwał mi się Mickiewicz i Stepy Akermańskie. Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Słowa mogą wyrazić więcej niż obrazy. Słowo to słowo, a obraz może zmylić. Tak samo jak muzyka. Nawet ta najpiękniejsza i najbardziej przesycona barwą może zostać źle zinterpretowana i wtedy utraci sens. A słowo to słowo. Wyraża to, co oznacza.



Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła.