środa, 6 października 2010

No i bęc.

Pani od matematyki ostatnio z rana wyrwała mnie do tablicy i po mojej wpadce z zapisem funcji pogroziła paluszkiem Nie widzę Twojej przyszłości w matematyce rzekła.
Ja też nie. No cóż.

W każdym razie ostatnio za namową mojego szurniętego kolegi (chociaż właściwie nie namawiał ale nie mogłam być gorsza że on widział a ja nie) obejrzałam film Dreamers czy jak kto woli Marzyciele. Powiem tak, film chyba był robiony jako upust czyichś emocji i żądzy, natomiast nie odnalazłam jakiejś uderzającej i dającej do myślenia pointy. Co by nie było ostatnio na nic nie mam czasu, pogoda jest jaka jest, straszna młodzież autokarowa sikająca pod moimi oknami wprawia mnie w stan oburzenia, a mój kot zwariował. Tak samo dziadek.
W tej sytuacji jedyne co mogłoby mi poprawić humor to jakaś nowa płyta. Może jakaś klasyczna, może Sonaty Blechacza, a może coś bardziej jazzowego, może jakaś nowa Norah Jones. Pożyjemy, zobaczymy, bo jak już wcześniej zauważyłam nie mam na nic czasu a co dopiero na zakupy.
Miałam pisać o przeznaczeniu, ale nie mam czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz